O miłości

Miłość jest niedoskonała

Przez 1. 8. 2019 Bez komentarza

Zdjęcie: Tyler Nix, Unsplash.com

Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?
Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.
Rzekł do niego: Paś baranki moje!
Jan 21,15

 

Taaak. Bardzo ciekawie przedstawia się relacja Jana z ostatnich spotkań Jezusa z uczniami na tej ziemi.

Najpierw przerażeni i nie pojmujący, co się w zasadzie dzieje, siedzieli w jakimś zamkniętym pomieszczeniu. Ty wiedziałeś, Jezu, że jeśli zaczniesz pukać do drzwi, to ze strachu i tak nie otworzą. Więc przeszedłeś przez ścianę, stanąłeś pośród nich, powiedziałeś: „Pokój wam“ i tchnąłeś na nich Ducha Świętego. No dobrze. Dałeś im swojego Ducha – tego, który miał w nich przebywać, wzmacniać ich, napełniać mądrością i odwagą, wskazywać drogę.

Tomasza akurat nie było, więc ze względu na jednego jedynego Tomasza przyszedłeś jeszcze raz. Wciąż było zamknięte czy może uczniowie napełnieni Duchem otwarli drzwi? Nie otwarli. I znów stanąłeś pośród nich. Patrząc na Tomasza powiedziałeś: „Włóż tu swój palec, Tomaszu, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierz“, pokazując przebitą dłoń. Dopiero wtedy Tomasz odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój.“ Piotr i wszyscy inni widzieli to już po raz drugi. No właśnie. Ty, ich nauczyciel, mistrz, przewodnik, wstałeś z martwych. Jako bonus dostali Ducha Świętego.

Ja bym na przykład oczekiwała, że wybiegną z tego pomieszczenia i będą chodzić od jednego znajomego do drugiego i opowiadać: „Widzieliśmy Jezusa. Wstał z martwych. Czujesz? To musi być Bóg, inaczej by nie dał rady. Wszyscy, co do jednego go widzieliśmy.“ Tak, dokładnie takie miałabym oczekiwania. Ale nie Ty, Jezu. Ty nie miałeś oczekiwań. Ty po zmartwychwstaniu nie przyszedłeś do uczniów raz czy drugi. Jan dodaje krótkie zdanie o tym, co zrobiłeś po zmartwychwstaniu: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów.” Ty oczekiwałeś, że to nie będzie dla nich proste i wiele razy wspierałeś ich w ich wierze.

Co robi Piotr, lider całej tej grupy? Napełniony Duchem Świętym wychodzi z pomieszczenia, siedmiu innych uczniów razem z nim, i powiada: „Idę łowić ryby.“ Czy to była wola Boża? Tego chciałeś, Panie? Żeby stał się z powrotem rybakiem i łowił ryby w sieci? Przecież już raz, na początku, przed laty usłyszał dokładnie Twoje powołanie: „Od tej chwili będziesz ludzi łowił.“ Teraz miał na dodatek Twojego Ducha i liczne dowody na to, że jesteś zmartwychwstałym, żywym Bogiem. A on zamiast tego oświadcza coś w stylu: „Chłopaki, szczerze powiedziawszy, nie wiem, co mam robić. Z czegoś muszę żyć. Wracam do łowienia ryb.“ A tych siedmiu, łącznie z synami Zebedeusza, odpowiada na to: „Dobra, idziemy z tobą.“

Aaaaaa! Co jest grane? Jak „Idę łowić ryby?“ Dokładnie to czuję, Panie. Trzy lata Piotra przygotowywałeś, uczyłeś, trenowałeś, prowadziłeś, dawałeś sesje coachingowe. Widział Cię przemienionego na górze, jak rozmawiałeś z Mojżeszem i Eliaszem. Widział Cię zmartwychwstałego i to nie raz. I co teraz? Idzie łowić ryby! Porażka. Ja bym sobie Piotra odpuściła. Znalazłabym jakiś lepszy egzemplarz. Tyle typów przywódczych było między uczniami! Ale Ty nie. Ty nie odpuściłeś. Jakby Ci było wszystko jedno, że znów udaje, że czegoś nie rozumie. A przy tym dokładnie rozumie, tylko mu się trochę nie chce łowić tych ludzi, trochę nie umie, trochę się boi, co na to powiedzą. Takie normalne wymówki. Zamiast uchwycić się powołania, ukierunkować na cel i tak długo próbować go osiągnąć, aż mu się uda, Piotr powraca do starych dobrych nawyków. Zupełnie jakbyś go nie powołał, nie wyćwiczył i nie napełnił Duchem.

Teraz dopiero widać, na czym polega esencja Twojej miłości. Przychodzisz do Piotra w momencie, kiedy Cię po raz drugi zdradził, rzucił wszystko, co mu powierzyłeś i pytasz: „Piotrze, kochasz mnie?“ Nic więcej się dla Ciebie nie liczy. Ani wyniki, ani niezawodność, ani wiarygodność. Interesuje Cię tylko miłość. Pytasz go trzy razy: „Piotrze, kochasz mnie?“ „Przecież dobrze wiesz, Jezu“, odpowiada Piotr, „jak bardzo Cię kocham.“ Tak, Ty to wiesz, że Cię kocha, że chce iść za Tobą, a kiedy Cię widzi, rzuca wszystko i biegnie do Ciebie po wodzie, że na wszystko się zgadza, że dokładnie wie, że ratunek jest tylko w Tobie, ale… upada, zawodzi, nie można na nim polegać. Pomimo tego mówisz: „Paś moje baranki.“ Tak jakbyś mówił: „Ja wiem. Ja to wszystko dawno wiem, jak się sprawy mają. Znam twoje manewry unikowe i skrzywiony kręgosłup. Ja wiem, że mnie kochasz swoją ludzką, niedoskonałą miłością. Mnie to wystarczy. Rób to, do czego cię powołałem. Ja w tobie widzę przywódcę, więc paś moje owieczki. Wystarczy mi twoja niedoskonała miłość.“

Dodaj komentarz