O miłości

Miłość nie unosi się pychą

Przez 2. 10. 2019 Bez komentarza

Foto: jchizhe, Adobe Stock

Miłość nie unosi się pychą.
1 List do Koryntian 13, 4

Jezus, wiedząc, że Ojciec dał wszystko w jego ręce i że od Boga wyszedł, i do Boga idzie; wstał od wieczerzy i złożył szaty, a wziąwszy płócienny ręcznik, przepasał się. Potem nalał wody do miednicy i zaczął myć nogi uczniom, i wycierać ręcznikiem, którym był przepasany.
Jan 13, 3-5

Ostatnia wieczerza z uczniami jak zwykle nie była prosta. Znów rozpętała się dyskusja, kto gdzie będzie siedział, kto i co miał zrobić a nie zrobił. Pieniądze się właśnie skończyły, co całkowicie wytrąciło z równowagi Judasza. Wszystko w dodatku odgrywało się w jakimś wynajętym na ostatnią chwilę mieszkaniu. Nie było sługi, który umyłby nogi, nalał wodę i umył naczynia. Kto to ma znowu zrobić?

Siedziałeś u stołu. Patrzyłeś na Piotra, Jakuba i Jana, na każdego z dwunastu z osobna. Na Judasza też. Twarze i słowa spływały w jedno szumiące tło, na którym wyraźnie zabrzmiał głos Taty:

Kocham Cię. Jestem z ciebie dumny, Jezu. Patrzę na ciebie i moje serce się śmieje. Rozpiera mnie duma i radość, kiedy cię widzę. Jak walczysz. Jak idziesz krok za krokiem. Lubię cię słuchać. Lubię twój głos. Jestem ciekawy każdego twojego słowa. Wiem, że wiesz. Ale chcę ci to powiedzieć. Dla mnie jest ważne wszystko, co mówisz. Chcę to słyszeć. Mów. Słucham. Dobrze jest cię słyszeć. Patrzę, jak klękasz i mówisz. Widzę cię. Słyszę każde twoje słowo. Wiesz, że czekam na ciebie. Tu w domu. Tak, wszystko przygotowałem. Niczego nie zabraknie. Możesz im to obiecać, Jezu. Dasz radę ze wszystkim. Jestem tego absolutnie pewien. Jesteś silniejszy niż jakikolwiek strach. Jesteś mocniejszy niż jakikolwiek wróg. Jesteś pewniejszy niż jakakolwiek wątpliwość. Jesteś większy niż jakakolwiek małość. Jestem przy tobie. Jestem tutaj z tobą. Oprzyj się o mnie. Nigdy cię nie opuszczę. Zawsze będę cię kryć. Jestem twoją skałą i zbroją, twoją mocą. Cały w tobie. A ty cały we mnie. Stoję tu i trzymam rękę na twoim ramieniu. Tak, to ja. Ja jestem.

A potem wstałeś. Zdjąłeś swój królewski płaszcz, wziąłeś kawałek płótna, miskę z wodą i przyklęknąłeś u nóg Judasza. Dostrzegłeś w jego oczach pogardę. Inaczej sobie wyobrażał Mesjasza. Nic mu nie chciałeś udowadniać. Ani jemu ani sobie samemu. Wiedziałeś, od kogo wyszedłeś, kim jesteś i dokąd zmierzasz. Ten, kto to wie, nie ma potrzeby się wywyższać. Nie potrzebuje tłumu fanów, dzieci śpiewających Hosanna ani kobiet witających go w bramach kwiatami. Ten, kto to wie, umie się zniżyć nawet do nóg Judasza.

Dodaj komentarz