O miłości

Miłość naraża się na zranienia

Przez 21. 3. 2020 Jeden komentarz

Foto: Fotoschlick, Adobe Stock

A gdy przybliżył się do Betfage i Betanii, przy górze zwanej Oliwną, wysłał dwóch ze swoich uczniów; mówiąc: Idźcie do wioski, która jest naprzeciwko, a wchodząc do niej, znajdziecie oślątko uwiązane, na którym nigdy nie siedział żaden człowiek. Odwiążcie je i przyprowadźcie. A gdyby was ktoś spytał: Dlaczego je odwiązujecie? tak mu powiecie: Dlatego, że Pan go potrzebuje.
Łukasz 19, 29-31

Czyje było to oślątko przywiązane w stajni czy u płotu? Tego mężczyzny, który spytał uczniów, dlaczego je odwiązują? Wyobrażam sobie samą siebie na jego miejscu. Obcy człowiek zabiera mi klucze od auta i znika z nim za zakrętem. Jedynym wytłumaczeniem jest to, że Pan tego auta potrzebuje. Umiałabym otworzyć zaciśniętą dłoń i puścić klucze z ręki? Powiedzieć z całkowitym wewnętrznym przekonaniem: „Dobrze”?

No więc, czyje było to oślątko? Czyje jest to auto? To mieszkanie za pięćset tysięcy złotych? Czyje są te wszystkie rzeczy, którymi się otaczam, a których do grobu nie zabiorę? Muszę na nie zarabiać po dziewięć a czasami i dwanaście godzin na dobę, żeby mi raz w roku wypłacili premię, do której mam przecież prawo, nie? No, czyje to jest?

Pana.

Mogłeś to wszystko zorganizować zupełnie inaczej. Wjechać do Jerozolimy na koniu, z koroną na głowie. Spacyfikować wszystkich tych Piłatów, Annaszów i Kajfaszów. Wprowadzić rządy królestwa niebieskiego szybko i skutecznie. A potem rządzić żelazną ręką na wieki wieków. Tylko że to byś nie był Ty, Jezu. Ty nie mówisz: „Odejdź, człowieku, ogarnę to wszystko sam, i tak jesteś do niczego”. Nie. Ty kochasz miłością, która nie boi się obnażyć. Która nie wstydzi się pokazać swojego pobitego, na śmierć zranionego ciała. Nie boi się pokazać swoich potrzeb. Ty nie wstydzisz się powiedzieć: „Potrzebuję cię”.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz